A Quartz Bead, ożkjp!

// Kwiecień 2nd, 2007 // recenzja

Dzisiejsza plansza mnie dobiła. I po co to wszystko? Po to, żeby się dowiedzieć, że ten Lord Niziołek sam nie wie co to za akcja z tą Rainą? Hę?
Nosz, po prostu krew mnię zalała.
Ale od początku: Kwarcowy Paciorek opowiada o dziewczynie, która przyjechała do nowego domu ofiarowanego jej przez nieznajomego. W nowym mieście spotyka Grajka, który nie tylko gra na wszystkich wymyślonych instrumentach, ale jeszcze posiada zdolność teleportacji. Jej dom żyje. Napada ją „karaluch” wielkości dorosłego, wysokiego człowieka. Już w pierwszym dniu jej dom zostaje zdewastowany. Następnie przychodzi do niej grupa ludzi, którzy postanawiają ją gonić po mieście. Spotyka dziwną dziewczynę. Potem znów zaczepia goniących. Prawie ginie, jednak w ostatniej chwili ratuje ją koleś ze świecącym mieczem. Facet prowadzi ją do lorda. Lord mówi, że jest mu potrzebna, że musi z nim współpracować. Ale nie wie po co.
Dziwne? Nie dla niej. Dlaczego? Bo jest szalona i ma na to papiery. Proste, prawda?
Streściłem pierwsze pięćdziesiąt cztery strony.
I po co ja to czytałem?
Myślałem, że nic mnie bardziej nie załamie niż dialog ze strony 28. Tak. Ja wiem, że każdy tak reaguje.
Gwoli przypomnienia:
Koko tworzy takie komiksy jak Kwarcowy Paciorek czy Wiśnia. Jest członkiem netkolektywu. Straciłem do niego zaufanie. Znów.

3 Responses to “A Quartz Bead, ożkjp!”

  1. Roberto mówi:

    Koko może zawsze jeszcze jakoś z tego wyjść. Może tajemniczy darczyńca miał jakiś większy plan, nieprzypadkowo dał ten dom właśnie Rainie i wiedział coś czego inni jeszcze nie wiedzą, a bardzo by chcieli.

    Poza tym – nie każdy musi mieć takie poczucie humoru jak autor. Mi osobiście całkiem pasuje. Styl fabuły też (taki trochę gaimanowski). Oczywiście są gusta i guściki.

  2. fafkoolec mówi:

    Wiesz, dowcip, dowcipem. Ale realizm też jest ważny.
    Który znajomy odpowiedział by Ci „Herbatki?” na wieść o tym, że mogłeś zginąć?
    Dowcip, rozumiem. Ale czy dowcip nie może mieć jakiegoś sensu?
    Mówisz – wyjaśnienie. Ale wyjście z tej sytuacji będzie, no cóż, kolejnym absurdem, kolejną marną próbą stworzenia żartu. Czy każda plansza musi się kończyć dowcipną pointą?
    Może coś ambitniejszego? Może jakaś poważna fantastyka?
    Poczucie humoru Koko, przedstawione w Wiśni mi odpowiadało. Może dlatego, że młody byłem, może po prostu mnie bawiło. Trzeci raz wszystkiego nie przeczytam.
    Teraz czekam na coś więcej.

  3. kmh mówi:

    Nieno, zawsze można mieć jeszcze nadzieję, że jakoś się to dalej przepchnie:)

Leave a Reply