Londyn dzwoni, nie gapcie się tak!

// Czerwiec 18th, 2008 // Filmy, recenzja

Wiecie kim był John Mellor? A może koleś, który gotów byłby was zabić, gdybyście go nazwali Woody? Albo Joe Strummer?

Człowiek, który odrzucił wszystko, w co wierzył, by zostać punkiem. Człowiek, którego denerwowała sława, której tak niegdyś pragnął. Człowiek, który wyśpiewywał swe myśli w rytmie punk rocka. Człowiek, dzięki któremu muzyka dziś brzmi tak jak brzmi.

Dlaczego warto pójść na „Nieopisaną przyszłość”? Po zastanowieniu muszę stwierdzić, że nie warto. Nie dowiemy się do końca jaki był Joe Strummer, nie poznamy wielkich tajemnic z jego życia. Do sali kinowej trzeba będzie wejść jak do kręgu przyjaciół przy ognisku, którym nagle zebrało się na wspominki o starym kumplu, który umarł trochę za wcześnie i, paradoksalnie, w spokoju.

Niestety, świat rządzi się swoimi prawami. Nie można wspominać człowieka, którego się nie znało, którego muzykę nazywamy „zajebistą” lub „fajną”, bo nie rozumiemy tekstów, a ogólnie to jest „skowyrna”. Nie można oglądać tego filmu bez wiedzy o jego bohaterze.

O zmarłych mówi się tylko dobrze. Strummer jest tu przedstawiony jako dobry kolega z sąsiedztwa który czasem lubi sobie rzygnąć pod żywopłotem lub krzyknąć jakieś przewrotne hasło, ale ogólnie rzecz biorąc to dobry z niego chłopak. Wszystkie informacje, wszystkie wspomnienia są nam podane tak, że trzeba w nie po prostu wierzyć, choć czasem jest to trudne.

*

Leave a Reply