To może pan zadzwoni do…
// Kwiecień 12th, 2008 // No Comments » // życie

Przepiękne, warszawskie popołudnie. Pada już około pół godziny. Cóż głodny warszawiak może zrobić w takiej chwili? Zamówić pizzę, oczywiście.
Po długich rozmyślaniach doszedłem do wniosku, że wspomogę polski biznes. Mój wybór padł na sieć Da Grasso. Pizza duża i w miarę tania. Czegóż chcieć więcej? Powiem wam – dostawy do domu.
Mój problem to miejsce zamieszkania. Mieszkam na skrzyżowaniu trzech dzielnic – Ochoty, Mokotowa oraz Śródmieścia. Mój budynek znajduje się jeszcze w granicach Ochoty. Tak więc dzwonię do ochockiej pizzerii.
- Da grasso, słucham?
- Chciałbym zamówić pizzę.
- Na jakiej ulicy pan mieszka?
- X
- Nie mam takiej ulicy w komputerze. To nie jest nasz rejon.
- Ale ja mieszkam na Ochocie.
- No cóż. To może pan zadzwoni do naszego oddziału na Starym Mokotowie.
Stary Mokotów. No niech będzie. Lekko poirytowany i głodny dzwonię.
- Niestety, nie nasz rejon. Pan zadzwoni do naszego oddziału na Ochocie
- Już tam dzwoniłem
- Aha. W takiem razie niech pan zadzwoni do oddziału w Centrum
Dzwonię…
- Niestety. To nie nasz rejon. Może pan zadzwoni do naszego oddziału na Ochocie.
- Już dzwoniłem.
- To może pan zadzwoni do naszego oddziału na Starym Mokotowie
- Dzwoniłem
- To może do oddziału na Powiślu?
- To ja zrobię sobie jajecznicę.
Polskim sieciom pizzerii mówimy zdecydowane spierdalaj NIE!



